Strona korzysta z plików cookies aby ułatwić korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych.
Możesz zablokować te pliki zmieniając ustawienia przeglądarki. Brak blokady oznacza zgodę się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia.
Więcej informacji w naszej polityce prywatności.  Zamknij komunikat
PPK_baner_gora_2.jpg

Troska o trzeźwość – wielkie wyzwanie dla wszystkich

2014-04-18
 | Autor: Redaktor
Rozmowa z biskupem Tadeuszem Bronakowskim, przewodniczącym Zespołu Konferencji Episkopatu Polski ds. Apostolstwa Trzeźwości
 
W liście z 10 stycznia br. pt. Trzeźwe społeczeństwo, trzeźwi kierowcy wyraził Ksiądz Biskup zaniepokojenie tym, że w dyskusji na temat wypadków powodowanych przez pijanych kierowców „więcej mówimy o objawach choroby niż o jej przyczynach”. Czy za jedną z przyczyn „choroby”, oprócz nadmiernego spożywania alkoholu przez Polaków, można uznać społeczne przyzwolenie na prowadzenie samochodów pod wpływem alkoholu?

Trzeba zacząć od przyczyn powstania tego listu. Kościół zajmuje się krzewieniem cnoty trzeźwości i obroną trzeźwości każdego dnia. Podejmujemy ten temat od dziesięcioleci. Nasz list nie był więc odosobnionym działaniem, ale konsekwencją naszego stałego zaangażowania w ochronę trzeźwości narodu. Przypomnieliśmy w nim te prawdy, które powtarzamy nieustannie: obserwowane w Polsce zjawiska, takie jak nadmierna dostępność alkoholu, jego nieustanna promocja, społeczne przyzwolenie na pijaństwo, lekceważąca postawa władz na wszystkich szczeblach, prowadzą do wzrostu liczby osób nadużywających i uzależnionych, a co za tym idzie – do coraz poważniejszych konsekwencji, w tym także plagi pijanych kierowców.

Powtarzamy od lat, że to nie jest problem jednej czy dwóch nieodpowiedzialnych osób, którym zabrakło rozumu i odpowiedzialności. To głęboki problem społeczny, ale też problem duchowy. Już w 1991 r. św. Jan Paweł II mówił: „U podstaw uzależnienia od alkoholu i narkotyków – mimo bolesnej złożoności przyczyn i warunków takiego uzależnienia – leży na ogół egzystencjalna pustka, wywołana brakiem wartości moralnych oraz niewiarą w siebie samego, w innych ludzi, wreszcie w sens życia w ogóle”. Pamiętajmy, że cnota trzeźwości w wymiarze teologicznym to jednak coś więcej niż tylko abstynencja czy nienadużywanie alkoholu. To nie tylko trzeźwość w sensie fizycznym, materialnym. To także trzeźwość w sensie intelektualnym i duchowym. Człowiek trzeźwy to zatem ktoś, kto czuwa nad uczciwością, rzetelnością i roztropnością swojego myślenia: „Dlatego przepasawszy biodra waszego umysłu, bądźcie trzeźwi” (1 P 1,13). Człowiek trzeźwy to ktoś, kto czuwa nad całym swoim życiem i wnętrzem, nad szlachetnością i świętością swego serca i swego działania: „My zaś, którzy do dnia należymy, bądźmy trzeźwi, odziani w pancerz wiary i miłości oraz w hełm nadziei zbawienia” (1 Tes 5,8).
Dopiero gdy zrozumiemy ten podstawowy kontekst, to moralne, duchowe i społeczne tło, możemy rozmawiać o pijanych kierowcach. W Polsce żyjemy w powszechnym zakłamaniu. Prawo zakazuje, a publiczne wypowiedzi piętnują możliwość prowadzenia pojazdów po alkoholu, przychodzenia do pracy po alkoholu, sprzedawania alkoholu nieletnim itp. Jednak w rzeczywistości te zjawiska są powszechne. Rodziny i znajomi często nie reagują, gdy po imprezie niektórzy wsiadają za kierownicę. Co więcej, takie wydarzenia urastają do rangi legend czy anegdot. Ludzie opowiadają sobie takie historie, np. o permanentnie pijanym dyrektorze, traktując to jako coś zabawnego, czasami żenującego, ale niewielu się temu sprzeciwia. Większość badanych gimnazjalistów stwierdza, że nie ma problemów z kupnem alkoholu, chociaż prawo tego jednoznacznie zakazuje. A więc mamy powszechne przyzwolenie na upijanie się – nie dotyczy to tylko kierowców, dotyczy to całego społeczeństwa. To przyzwolenie widać też wśród władz. Spójrzmy na nasze ulice, na nasze osiedla. Z każdym rokiem alkohol jest w naszym kraju coraz bardziej dostępny. Wzrasta przede wszystkim jego dostępność fizyczna. Obecnie w Polsce jeden punkt sprzedaży alkoholu przypada na ok. 300 mieszkańców. W krajach skandynawskich jeden sklep przypada na kilkanaście tysięcy mieszkańców. Takie prawo stanowią parlamentarzyści i rząd, a następnie liberalnie interpretują je samorządowcy. Kto jeszcze pamięta krzyk mediów i szumne zapowiedzi rządzących z początku roku, gdy podniosła się fala dyskusji o pijanych kierowcach? Widzimy, że były to jedynie działania pozorowane, PR-owskie, cyniczne, a nie autentyczna troska. Nic z tamtego chwilowego wzburzenia nie zostało. A kilka dni przed naszą rozmową wydarzyła się kolejna tragedia – kilka młodych osób nie żyje, bo jechali z pijanym kolegą. I znów zamiast działań powracają te same puste słowa.
 
We wspomnianym liście wspomina Ksiądz Biskup także o konieczności budowania „nowej kultury trzeźwości”. Jaki udział w niej mogą mieć świadkowie sytuacji, w której ktoś pod wpływem alkoholu zamierza prowadzić lub prowadzi samochód?

Odpowiem nieco inaczej: budowanie kultury trzeźwości trzeba rozpoczynać, zanim dojdzie do sytuacji, w której ktoś chce prowadzić samochód po alkoholu. Zespół Konferencji Episkopatu Polski ds. Apostolstwa Trzeźwości realizuje obecnie długoletni program „Rodzina szkołą trzeźwości”. W ubiegłym roku mówiliśmy na temat ojca jako świadka wiary i trzeźwości. W tym roku przypominamy, że kochająca matka powinna być zawsze trzeźwa. Przypominamy, że trzeźwość kształtuje się od najmłodszych lat, a picie alkoholu przez matki ma dramatyczne konsekwencje dla dzieci znajdujących się w ich łonie. Jeżeli to zrozumiemy, jeżeli rządzący, szkoła, środowiska opiniotwórcze i media włączą się w budowanie kultury trzeźwości, to będzie zdecydowanie mniej osób prowadzących po alkoholu. Bo w kulturze trzeźwości nie do pomyślenia byłoby takie zachowanie – skandaliczne, niebezpieczne, bezmyślne. Dzisiaj jest na odwrót: ludzie wstydzą się nie pić, wstydzą się powiedzieć głośno, że pijaństwo to coś złego. Później są już tylko konsekwencje. Dlatego kultura trzeźwości zaczyna się wcześniej – w domu, w szkole, podczas spotkań rodzinnych.

Jeżeli zaś dojdzie już do takiej sytuacji, że osoba chce jechać po alkoholu, to metoda jest jedna: zdecydowany sprzeciw. Zdecydowany – to znaczy nawet prowadzący do wezwania policji, jeżeli nie pomogły prośby i przekonywanie do zmiany decyzji. Motywem takiego działania jest miłość bliźniego – tak bardzo cię kocham, że wolę, abyś został ukarany, niżbyś miał wyrządzić krzywdę sobie lub innemu człowiekowi i ponieść stokroć większe konsekwencje. Obawiam się jednak, że w dzisiejszej mentalności taka osoba, która np. wezwałaby policję, nie byłaby oceniona jako rozważny człowiek, który myśli o bezpieczeństwie innych, ale jako złośliwy donosiciel. Te modele mentalne trzeba zmieniać.
 
Czy rachunek sumienia z „grzechów na drodze” powinien obejmować także tolerancję dla pijanych kierowców z naszego najbliższego otoczenia – członków rodziny, znajomych, współpracowników? Czy to ten rodzaj winy, który możemy zaliczyć do kategorii tzw. grzechów cudzych?

Tak. Jest to niewątpliwie przyzwalanie na zło, milczenie wobec zła popełnianego przez innych. I to zła, które może prowadzić do śmierci, kalectwa, zniszczenia marzeń, podeptania spokoju rodziny czy całej wspólnoty. Tych przykładów mamy zbyt wiele. Ostatnie dni – wypadek, w którym ginie siedmioro młodych ludzi. W tle również zabawa alkoholowa nastolatków. To jest tragedia, wobec której trudno znaleźć słowa. Dramat tych, którzy stracili córki i synów. Ale też dramat sprawcy, który do końca życia będzie miał świadomość zabicia kilkorga swoich kolegów. Dramat jego rodziców, którzy będą mieli poczucie, że źle wychowali, że nie dopilnowali dziecka, że są współwinni śmierci znanych im dzieci. Dramat całej tej społeczności, w której na długo pozostanie krwawiąca rana. I pomyślmy tylko, że takich sytuacji można uniknąć. Ale trzeba być bezwzględnie surowym – bo w życiu często najmniejsza tolerancja dla zła właśnie tak się kończy. Dlatego jeżeli ktoś mówi, że nie można przesadzać z surowością, nie można, jak to ujął jeden z dyskutantów, „popadać w paranoję zera promili”, to ja odpowiadam: trzeba przesadzać, trzeba, bo to nie żadna „paranoja”, tylko zdrowy rozsądek i wyciąganie lekcji z doświadczeń. I ten zdroworozsądkowy rygoryzm w sprawie alkoholu może ocalić czyjeś zdrowie i życie.
 
W każdej diecezji w Polsce działają duszpasterstwa trzeźwości. Jak często podejmują działania z zakresu przeciwdziałania nietrzeźwości na drodze? Jakie to działania? Czy powinno być w nich miejsce także na przekaz adresowany do bliskich tych osób, które mają problem z alkoholem i dopuszczają się jazdy w stanie nietrzeźwości?

Praca trzeźwościowa Kościoła sięga jeszcze czasów zaborów. To wiele pokoleń, bardzo bogata tradycja, którą tworzyły tak wielkie postacie, jak św. Maksymilian Kolbe, bł. Bronisław Markiewicz czy Ojciec Benignus Sosnowski, którego dzieło do dzisiaj kontynuują Ojcowie Kapucyni w Zakroczymiu. Musimy sprecyzować, że apostolstwo trzeźwości nie jest duszpasterstwem osób uzależnionych. Osoby uzależnione potrzebują leczenia, potrzebują terapii, abstynencji, wsparcia duchowego, psychologicznego, często połączonego z jakąś formą wsparcia socjalnego. To jest wielka, ale też bardzo trudna praca, w której skupiamy się na ratowaniu człowieka i jego rodziny.
Natomiast apostolstwo trzeźwości ma w większym stopniu charakter profilaktyczny. Trudno też mówić o jednym modelu, jednym wzorze pracy. W każdej diecezji, a wręcz w każdej parafii są różne drogi, różne narzędzia. Znamy przykłady festynów z okazji dnia św. Krzysztofa. Błogosławi się wówczas kierowców i pojazdy, odbywają się koncerty i pokazy. Wtedy mówi się wiele o trzeźwości za kierownicą, rozdaje się gadżety przypominające o zasadzie „prowadzę, nie piję” – o tym, że kierowca zawsze musi być trzeźwy. Organizowane są konferencje, różne akcje z wojewódzkimi ośrodkami ruchu drogowego. Pamiętajmy jednak, że apostolstwo trzeźwości dąży do tego, by ludzie wzrastali i umacniali się w prawdziwej trzeźwości, czyli w stanie, w którym człowiek w pełni panuje nad sobą, w którym abstynencję podejmuje z łatwością. Prawdziwa chrześcijańska trzeźwość, prawdziwa wolność, wyklucza prowadzenie po alkoholu. Prawdziwie wolny i odpowiedzialny człowiek wie, że najważniejsze jest życie, bezpieczeństwo innych, własna godność i szczęście. Taki człowiek – świadomy chrześcijańskiego rozumienia trzeźwości i wprowadzający ten wzór w życie – nigdy nie wsiądzie do samochodu po alkoholu.
 
Co Ksiądz Biskup chciałby zatem przekazać wszystkim, którzy chcą troszczyć się o trzeźwość, nie tylko za kierownicą, lecz także trzeźwość całego społeczeństwa?

Przede wszystkim pragnę przypomnieć, że troska o trzeźwość to wielkie zadanie i bardzo ważna misja. Dlatego bardzo doceniam takie akcje, jak ta podjęta przez Instytut Łukaszewicza. Ale dzieło walki o trzeźwość narodu trzeba prowadzić na szerszą skalę. Trzeba pamiętać, że rządzący dysponują trzema bezkosztowymi narzędziami ograniczenia spożycia alkoholu. Należą do nich: ograniczenie liczby punktów sprzedaży, ograniczenie ekonomicznej dostępności alkoholu oraz zakaz reklamy. Potrzeba nam prawdziwego i stałego zainteresowania władz, a nie tylko wówczas, gdy wydarza się tragedia. Potrzeba odpowiedzialności rodzin, nauczycieli i mediów. Każdy z nas powinien się tym problemem naprawdę przejąć. To już jest ostatni moment na zdecydowaną reakcję. W Polsce spożywa się dzisiaj 9,5 litra czystego alkoholu plus od 2 do 3 litrów ze sprzedaży nierejestrowanej. Około milion osób jest uzależnionych. Około dwóch milionów dzieci żyje z w rodzinach z problemem alkoholowym. Około 400 milionów złotych koncerny wydają co roku na reklamę i promocję alkoholu, tzn. na promocję śmierci. Jednocześnie powtarza się kłamstwo, że ograniczenie sprzedaży przyniesie straty dla budżetu państwa. A przecież nie da się policzyć, nie da się opisać statystykami łez, bólu, cierpienia wielu osób. Dlatego widzimy, że najwyższy czas podjąć solidarną, ogólnospołeczną walkę o trzeźwość polskiego narodu. W kontekście tegorocznej kanonizacji bł. Jana Pawła II musimy przypomnieć jego wielką troskę o trzeźwość, jego wielki szacunek do wszystkich zajmujących się tym problemem, czego dowodzą słowa: „Błogosławię waszej błogosławionej dla ojczyzny pracy”. Dzisiaj powtarzam te słowa jako podziękowanie, ale przede wszystkim zachętę do jeszcze aktywniejszego włączenia się w to wielkie dzieło. Na zakończenie przypomnijmy też słowa wypowiedziane przez Jana Pawła II na Jasnej Górze w 1987 r.: „Nie wolno tych inicjatyw ośmieszać i pomniejszać! Nie wolno! Zbyt wysoka jest stawka, o którą chodzi. Wiemy to dobrze z historii. Zbyt wysoka jest stawka! (…) Trzeba tutaj iść pod prąd! Pod prąd społecznego nawyku i płytkiej opinii. Pod prąd ludzkiej słabości. Pod prąd źle rozumianej »wolności«. Wolność nie została człowiekowi dana przez Stwórcę do tego, ażeby niszczył siebie i drugich. Wolność to nie jest samowola”.