Strona korzysta z plików cookies aby ułatwić korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych.
Możesz zablokować te pliki zmieniając ustawienia przeglądarki. Brak blokady oznacza zgodę się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia.
Więcej informacji w naszej polityce prywatności.  Zamknij komunikat
PPK_baner_gora_2.jpg

Reagujmy, zanim dojdzie do tragedii

2014-05-19
 | Autor: Redaktor
Rozmowa z dr hab. Adamem Tarnowskim, prof. Uniwersytetu Warszawskiego, psychologiem transportu
 

Dlaczego tak wiele osób nie reaguje, gdy ich najbliżsi siadają za kierownicę po wypiciu alkoholu?

Wiele zależy od rodzaju relacji łączącej ich z tą osobą – czy jest to małżonek, dalsza rodzina czy znajomy. Istotne jest również to, na ile ta osoba kontroluje swoje emocje, jak dotychczas reagowała, gdy zwracało jej się uwagę, i to niekoniecznie w sytuacjach związanych z piciem alkoholu. Co innego też, gdy zwracamy uwagę mężczyźnie, który ucieka się do przemocy, a co innego, gdy mamy do czynienia z nieśmiałym młodym człowiekiem, którego alkohol nieco ośmielił.

Wszystko więc zależy od danej sytuacji, jednak niezmienne pozostaje to, że trzeba reagować.

Czasem konsekwencją może być pogorszenie się relacji z kierowcą. Ale przecież dużo gorsze skutki może przynieść jazda pod wpływem alkoholu…

Oczywiście, tyle że to są konsekwencje odroczone w czasie. Zwykle jest tak, że bezpośrednie skutki naszego działania odbieramy jako bardziej dotkliwe, a skutki odroczone w czasie traktujemy mniej serio. Nasuwają się nam myśli: „A, może się uda”. Jeśli popatrzymy na skutki swoich działań w perspektywie długoterminowej, prawdopodobieństwo właściwej reakcji w sytuacji, gdy bliska osoba zechce prowadzić po alkoholu, będzie znacznie większe.

Zwłaszcza że czasem pijani kierowcy zrzucają odpowiedzialność na świadków, mówią: „Byłem pijany, nie wiedziałem, co robię. Przecież był ktoś, kto mógł mnie powstrzymać”.

Tak, takie reakcje też się zdarzają. To kolejny powód, by zareagować, zanim dojdzie do tragedii.

Jak reagować, by nie narazić się na agresję ze strony osoby, która chce prowadzić po alkoholu?

Wydaje mi się, że tak długo, jak się da, należy unikać konfrontacji, nie przybierać postawy agresywnej, ponieważ atak na nietrzeźwego może sprawić, że tym bardziej zechce postawić na swoim.

Udowodnić: „Zobaczysz, ja jestem trzeźwy, dam sobie radę”.

Zgadza się. Dlatego lepiej zaapelować do jego dobrych cech. Żona może zwrócić się do męża: „Lubię z tobą jeździć, ale teraz się boję. Zawsze czułam się przy tobie bezpiecznie, ale nie teraz. Przecież zawsze mnie bronisz, a teraz mnie narażasz”.

Czyli nie krytykować bezpośrednio kierowcy, tylko przywoływać pozytywne doświadczenia?

Tak, podkreślać to, co w nim dobre, to, co może go powstrzymać przed jazdą po alkoholu. Warto też przywołać możliwe konsekwencje: „Jeżeli nas zatrzymają, to umrę ze wstydu, a do tego nie stać nas na kolejny mandat w tym miesiącu”. Sądzę, że zawsze można sformułować taki pozytywny komunikat w stosunku do bliskiej osoby, zamiast przechodzić do bezpośrednio ataku na nią.

Czasami wystarczy uświadomić sytuację: „Słuchaj, nie wiem, czy pamiętasz, ile wypiłeś. Wypiłeś już dwa piwa w ciągu ostatniej godziny. Moim zdaniem to zbyt dużo alkoholu, żebyś mógł teraz prowadzić”. Warto to uświadamiać, bo czasem nie kontrolujemy, ile już wypiliśmy, czujemy się dobrze i może nam się wydawać, że alkohol przestał działać. Alkohol sprawia, że mniej się boimy, podnosi naszą samoocenę i zwiększa brawurę. W efekcie pod wpływem podwyższonej chwilowo samooceny kierowcy dopuszczają się zachowań, na które normalnie by się nie zdecydowali.

A czy należy reagować również w przypadku obcych osób?

Zdecydowanie! Byłem kiedyś świadkiem pewnej sytuacji, choć niezwiązanej z prowadzeniem samochodu po alkoholu. Jechałem metrem i dwie osoby zachowywały się bardzo głośno, przeklinały, robiły wokół siebie mnóstwo szumu, było to bardzo nieprzyjemne. Zastanawiałem się, czy zwrócić im uwagę, ale w końcu zrezygnowałem, myśląc: „Przecież to nie moja sprawa”.

Wysiadłem na swojej stacji i w tym momencie zobaczyłem, że do wagonu wsiada mój syn. Niewiele już wtedy mogłem zrobić. Drzwi się zamknęły, pociąg ruszył, a on pojechał z tymi ludźmi. Wtedy dopiero poczułem, że brak reakcji z mojej strony może przerodzić się w problemy dla moich bliskich.

Czasem nie podejmujemy działania, kierując się właśnie zasadą, że „to nie nasza sprawa”. Tymczasem świat nie jest duży i człowiek, który zachowuje się nieodpowiedzialne, może na swojej drodze napotkać bliską nam osobę.

Są kierowcy, którym od lata zdarza się jeździć po alkoholu. „Tyle razy jechałem po piwie i nic się nie wydarzyło”.

Taka argumentacja przypomina mi dowcip o człowieku, który spada z dziesiątego piętra i na wysokości pierwszego stwierdza, że w sumie nic się jeszcze nie stało. Z jazdą po alkoholu jest identycznie – jeszcze nic się nie stało, ale w końcu coś się wydarzy. Prawdopodobieństwo wzrasta wraz ze wzrostem promili. Liczenie na to, że nic się nie stanie, jest po prostu głupotą.

Myślę, że widząc taką osobę, powinniśmy zadzwonić na policję. Jeżeli mamy wątpliwości, zastanówmy się: na czym nam zależy? Otóż na tym, by pomóc temu człowiekowi, żeby nie zrobił sobie krzywdy i nie doprowadził do tragedii. A skoro sami nie możemy go powstrzymać – bo jesteśmy słabsi fizycznie, boimy się zareagować lub po prostu nie chcemy osobiście się w to angażować, a mamy do tego pełne prawo – to zadzwońmy na policję.