Strona korzysta z plików cookies aby ułatwić korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych.
Możesz zablokować te pliki zmieniając ustawienia przeglądarki. Brak blokady oznacza zgodę się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia.
Więcej informacji w naszej polityce prywatności.  Zamknij komunikat
PPK_baner_gora_2.jpg

Reagujmy zawsze i zdecydowanie

2014-04-18
 | Autor: Redaktor
Rozmowa z dr. Marcinem Cybulskim, psychologiem transportu z Instytutu Badań Rynkowych i Społecznych TriC
 
Z badań na zlecenie Krajowej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego wynika, że co dziesiąty Polak uważa, iż jazda po alkoholu na krótkich odcinkach drogi nie stanowi zagrożenia. Brakuje nam wiedzy, wyobraźni?

Owe 10% mogą stanowić właśnie ci użytkownicy polskich dróg, którzy nadużywają alkoholu, borykając się z problemem używania szkodliwego, picia ryzykownego czy po prostu uzależnieniem od alkoholu. Mogą tak twierdzić również bliscy osoby dotkniętej tym problemem. Trudno bowiem negatywnie oceniać jazdę po alkoholu na krótkich dystansach, jeśli dotyczy to nas samych, bądź osoby nam bliskiej. Wówczas usprawiedliwiamy siebie lub bliską osobę, racjonalizujemy sytuację, a w konsekwencji bagatelizujemy zagrożenie. Zapewniamy sobie tym samym lepszy nastrój, niwelujemy lęki i wyzbywamy się poczucia winy.

Utwierdzamy się w takich ryzykownych zachowaniach, jak jazda po alkoholu, zwłaszcza wtedy, gdy daje to nam konkretne korzyści – w tym wypadku czerpiemy przyjemność z uraczenia się trunkiem, często w doborowym towarzystwie, a zarazem mamy komfort powrotu do domu własnym środkiem transportu. Jeśli nie spotyka nas za to żadna kara, coraz bardziej utwierdzamy się w słuszności takiego postępowania. Bilans zysków i strat jest dodatni. Wsiadamy i jedziemy.

Czy wysoki poziom tolerancji dla pijanych kierowców to pokłosie słabo rozwiniętego społeczeństwa obywatelskiego, czy raczej efekt braku edukacji z zakresu bezpiecznych zachowań na drodze?

Dużą słabością rozważań na temat kierowców poalkoholowych w ruchu drogowym jest redukcjonizm. Szukamy bowiem uniwersalnej przyczyny zjawiska, a ona nie istnieje.

Nasza tolerancja wobec nietrzeźwych za kierownicą bywa ponadto zmienna – jesteśmy relatywistami moralnymi. Tolerujemy jazdę w stanie nietrzeźwym „swoich”, osób nam bliskich, ale karcimy za to „obcych” – tych, o których mówi się w mediach, gdy dojdzie do tragedii. Trzeba to zmienić w naszej mentalności.

Po tragediach w Kamieniu Pomorskim i Łodzi problem pijanych kierowców znów stał się dostrzegalny. Sukcesem zakończyć się może wyłącznie działanie długofalowe, oparte na planach na najbliższe 2–3 dekady. Musi ono obejmować zarówno zmiany prawne i egzekwowanie prawa (czyli stosowanie kar – to dotyczy aktualnie jeżdżących), profilaktykę oraz edukację (to odnosi się do obecnych przedszkolaków), a także poprawę infrastruktury drogowej (to dla przyszłych pokoleń). Po tym okresie stopniowo będzie można wycofywać się z kar. Obecnie jednak wysokie i nieuchronne kary to jedyny solidny fundament, który może zapewnić drogową normalność. Niekoniecznie muszę się zgodzić z tym faktem, jako psycholog, ale takie są realia.

Na razie przez kilka najbliższych miesięcy będziemy słyszeć z ust polityków jedynie postulaty i zapowiedzi działań doraźnych. Mankamentem tych rozwiązań jest ich źródło: każda propozycja zmian wysuwana przez ekipę rządzącą lub opozycję jest skazana na porażkę. Dlaczego? Bo społeczeństwo z definicji odrzuca rozwiązania polityczne. Niski poziom zaufania społecznego wobec elit politycznych, reprezentujących władze centralne i samorządowe, powoduje automatyczną negację ich działań.

Na jakie polityczne propozycje możemy liczyć? O czym będziemy słuchać przez najbliższe miesiące?

Po pierwsze na pewno usłyszymy o surowszych karach. Z definicji one zawsze działają i dobrze wyglądają w komentarzach C.H. Beck. W praktyce ich zaostrzanie nie ma żadnego znaczenia. Wystarczy skutecznie egzekwować istniejące przepisy prawa, tyle że w słabym państwie rezultaty są mierne.

Po drugie mogą pojawić się pomysły związane z konfiskatą mienia. Takie rozwiązanie jest jednak niezgodne z konstytucją, a poza tym warto zapytać: co z majątkiem osób prawnych, a nie fizycznych? Czy również pracownikom mamy odbierać samochody służbowe? Na jakiej podstawie prawnej?

Kolejne zastrzeżenie dotyczy kosztów takich procedur. Wartość rozbitego BMW E36 z Kamienia Pomorskiego wynosi kilkaset złotych, tymczasem koszty przeprowadzenia procedury konfiskaty sięgnęłyby zapewne sumy kilku tysięcy złotych. Rodzina sprawcy feralnego zdarzenia byłaby szczęśliwa, gdyby wrak został odebrany w majestacie prawa. Odwrotna sytuacja: rozbity drogi mercedes w warszawskim metrze – właścicielka bez problemu kupi sobie kolejny egzemplarz.

Ostatnią z propozycji, o jakich możemy usłyszeć, są obowiązkowe okresowe badania psychologiczne i lekarskie kierowców z uprawnieniami amatorskimi. Jest to założenie słuszne, które pojawia się w dyskursie publicznym mniej więcej od 15 lat. Zastrzeżenia? Po pierwsze koszty: koszt rzetelnej konsultacji lekarsko-psychologicznej może oscylować w granicach kilkuset złotych. Czas trwania pełnego zestawu badań? Dwa dni robocze. Tyle czasu potrzebują specjaliści na wyciągnięcie wiarygodnych wniosków dotyczących badanej osoby. Rozwiązanie takie skupi jednak całą złość narodową na „hienach” – psychologach i lekarzach i ich chęci zarabiania na biednych licealistach chcących uzyskać prawo jazdy.

Trzeba jednak podkreślić, że obecna popularność uprawnień amatorskich do jazdy samochodem wynika właśnie z ich osiągalności. Rozwiązaniem byłaby więc niewielka ustawowa stawka za badania lekarskie i psychologiczne – realny koszt to ok. kilkadziesiąt złotych. Taki jednorazowy wydatek byłby dla kandydata na kierowcę w pełni akceptowalny. Należy się jednak zastanowić nad jakością badań uzyskanych za taką kwotę. Byłyby one zapewne na poziomie dzisiejszych badań lekarskich na kat. A czy też B. Czyli żadnym. Jedynym sensownym rozwiązaniem jest dotowanie z budżetu państwa badań okresowych dla kierowców amatorów. W każdym innym przypadku poszkodowany będzie albo obywatel, albo specjalista.

Celowo nie wspomnę o edukacji i szkoleniu kierowców. Nie ma o czym. Nie wspomnę też o edukacji wstępnej, jak i działaniach podejmowanych przez samych kierowców już po uzyskaniu uprawnień. Nie ma u nas po prostu kultury motoryzacyjnej ukierunkowanej na podnoszenie umiejętności.

Trzy ostatnie tragiczne przypadki (Kamień Pomorski, Warszawa, Łódź) pokazują jedno: państwo nie ma większego wpływu na sytuację drogową. Owszem, państwo może stanowić prawo i je zaostrzać, może również inwestować w infrastrukturę drogową, ale państwo nie jest przyjazne obywatelowi. Państwo nie daje się lubić. Jest tylko aparatem represyjnym, wnoszącym nowe obostrzenia prawne, komplikujące zasady uczestnictwa w ruchu drogowym.

Co łączy zdarzenia drogowe z Warszawy (kobieta wjeżdżająca mercedesem do warszawskiego metra) i Kamienia Pomorskiego (pijany kierowca w czerwonym BMW zabija sześć osób)? Obydwaj sprawcy sami kreują świat swoich wartości. A przeważa w nim brak szacunku wobec norm i reguł społecznych. Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ niewydolne państwo nie stanowi atrakcyjnej alternatywy dla branżowych i politycznych układów, klik i półświatków. Warto tu się odwołać do historii bojówek chuligańskich. Skąd się wzięły? Stworzyli je ludzie odrzuceni przez państwo. Ludzie, którzy poczuli się wartościowi wtedy, gdy stworzyli własne struktury, w których ktoś ich dostrzegł i szanował.

Wiele się mówi o współodpowiedzialności pasażerów i obserwatorów za wypadki po alkoholu, o przyzwoleniu społecznym na prowadzenie pojazdów po alkoholu. Tyle że kto miał zadzwonić na policję w Kamieniu Pomorskim? Zastraszona partnerka? Kolega od biesiadnego stołu? Raczej nie ten z koszulką z napisem „CHWDP”. W słabym państwie do głosu dochodzi solidarność wewnątrzgrupowa, a nie postawy obywatelskie.

Przypadek łódzki, czyli śmierć kobiety potrąconej w dziewiątym miesiącu ciąży, pokazuje przede wszystkim brak poczucia bezpieczeństwa u obywateli. Nietrzeźwi uczestnicy imprezy sylwestrowej postanowili dla zabawy zatrzymywać przejeżdżające samochody. Do potrącenia doszło prawdopodobnie w momencie, gdy przestraszony kierowca, chcąc uciec z obławy, potrącił śmiertelnie ciężarną kobietę, jedną z uczestniczek tej osobliwej zabawy. Wcześniej nie było żadnej reakcji policji.

Jak przekonać kogoś, że nie warto wsiadać do samochodu prowadzonego przez pijanego kierowcę?

Warto wywrzeć stanowczy nacisk zbiorowy – szukać sprzymierzeńców wśród członków rodziny, znajomych, uczestników spotkania towarzyskiego – lub odwołać się do autorytetu policji. Zjednoczenie się przeciw wspólnemu „wrogowi” daje szanse na sukces.
Pamiętajmy jednak, że nasze działania powinny być ukierunkowane na niedopuszczenie do udziału w ruchu drogowym pijanego kierowcy, a nie tylko na to, by nikt nie wsiadł z nim do samochodu. Jeśli zapobiegniemy jeździe po alkoholu, to rozwiążemy jednocześnie problem współpasażerów. Nie przekonujmy więc pasażerów – odbierzmy kluczyki pijanemu kierowcy.

Nie warto przy tym silić się na negocjacje i rozmowy. Jestem zwolennikiem stanowczego działania – odbierajmy kluczyki. Bezdyskusyjnie. Jeśli się nie uda bądź też kierowca zachowuje się agresywnie, nie bawmy się w bohaterów i dbajmy o swoje bezpieczeństwo. Zawiadommy również policję. Dojrzały człowiek, który postawi na jednej szali relacje towarzyskie, a na drugiej życie i zdrowie innych, nie może mieć żadnych wątpliwości. Bądźmy dojrzali!

Pamiętać jednak należy, że takie zachowania stanowią ostateczność. W dobrym tonie będzie dbałość o trzeźwość kierowców już w trakcie spotkania towarzyskiego. Niepijących kierowców można uhonorować, tak by ich postawy zostały zauważone i docenione. Można też przyjąć konwencję spotkań bez samochodów. Wykorzystanie transportu zbiorowego lub taksówek może być jedną z norm, a nawet wyróżnikiem i towarzyską tradycją obowiązującą na spotkaniach, które organizujemy.

Reasumując: w pierwszej kolejności prewencja, w drugiej dopiero „interwencja kryzysowa”.

Czy prowadzi Pan badania psychologiczne kierowców po zatrzymaniu prawa jazdy za jazdę po alkoholu? Czy ma Pan poczucie, że kara trwale zmienia podejście tych osób do prowadzenia samochodu w stanie nietrzeźwości?

W naszej pracowni prowadzimy badania osób zatrzymanych w ruchu pod wpływem alkoholu i w stanie nietrzeźwości. Trudno jednoznacznie ocenić, na ile odstraszająca jest procedura przywracania takiego kierowcy do ruchu drogowego, ale jedno jest pewne: stałych klientów nie mamy.

A zupełnie poważnie: dla większości z osób kierowanych na badania sama sytuacja badania, konieczność rejestracji telefonicznej z podaniem przyczyny skierowania i wylegitymowanie się dowodem osobistym w przychodni jest upokarzająca. Tym bardziej że my też jesteśmy zdystansowani, chłodni i nie witamy takich osób uśmiechem. Do tego dochodzi czas poświęcony na przeprowadzenie całej procedury formalnej: wizyty w urzędzie, w przychodni.

Znakomita większość osób wstydzi się i odczuwa dyskomfort w trakcie badania. Dotyczy to tych skierowanych na badania, którzy wykazali się przede wszystkim brakiem wiedzy w zakresie oddziaływania alkoholu na ludzki organizm, czyli mniej więcej 90% osób kierowanych na badania poalkoholowe. Są to przede wszystkim kierowcy zwani „wczorajszymi”. I tutaj przegląd społeczny mamy pełen: badamy przeciętnych ludzi, studentów, ale też duchownych, profesorów, przedsiębiorców i prezesów firm. Pozostałe 10% to są kierowcy impulsywni, niepanujący nad swoimi zachowaniami, ze skłonnościami do ryzyka lub po prostu uzależnieni.

Po tragedii w Kamieniu Pomorskim mogło się wydawać, że zostaliśmy nieco bardziej uwrażliwieni na problem pijanych kierowców. Jak wzmacniać czujność i zachęcić ludzi do tego, by reagowali na sytuacje, gdy ktoś prowadzi lub zamierza prowadzić po alkoholu?

Jeśli widzimy pojazd poruszający się po drodze w sposób odbiegający od normy, odwołajmy się do kategorii społecznych, budujmy społeczeństwo obywatelskie. Może zdecydowanym działaniem lub powiadomieniem odpowiednich służb uda nam się uchronić kogoś od tragedii? Może kogoś z naszych znajomych, bliskich?

W trakcie prowadzonych przez nas szkoleń zawsze też zwracamy uwagę na to, że nietypowe zachowanie kierowcy na drodze wcale nie musi oznaczać jazdy pod wpływem alkoholu lub substancji działającej podobnie do alkoholu. Może to hipoglikemia u osoby chorej na cukrzycę? Może zawał mięśnia sercowego? Wylew i udar niedokrwienny mózgu? Czy będzie nam prosto żyć ze świadomością, że mogliśmy komuś pomóc, a tego nie zrobiliśmy? Dla pewności więc w sytuacjach, które możemy uznać za nietypowe, reagujmy zawsze i zdecydowanie, choćby przez powiadomienie właściwych służb.