Strona korzysta z plików cookies aby ułatwić korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych.
Możesz zablokować te pliki zmieniając ustawienia przeglądarki. Brak blokady oznacza zgodę się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia.
Więcej informacji w naszej polityce prywatności.  Zamknij komunikat
PPK_baner_gora_2.jpg

Zawsze jest ktoś, kto może powiedzieć: „Stop!”

2014-05-17
 | Autor: Redaktor
Rozmowa z Andrzejem Markowskim, wiceprezesem Stowarzyszenia Psychologów Transportu w Polsce
 
Dlaczego wielu ludzi pozwala, by bliska im osoba, która piła alkohol, wsiadła za kierownicę?

Przyczyn jest kilka. Po pierwsze – brak wiedzy, jak działa alkohol. Po drugie – świadka picia często łączy silna, osobista relacja z kierowcą, który prowadzi samochód po alkoholu. To utrudnia sprzeciw. Po trzecie – takie zachowania mają swoje korzenie w obyczajowości  niektórych środowisk, w których codzienne picie wcale nie wyklucza prowadzenia samochodu. Niejednokrotnie przecież słyszmy, jak ktoś mówi: „Ja po dwóch czy trzech kieliszkach i tak lepiej prowadzę niż te wszystkie głupie baby czy początkujący kierowcy”.

Ileż razy słyszymy, że alkohol można wypocić, wysiusiać, przetrawić, że można szybko wytrzeźwieć po wypiciu czarnej kawy, połowy szklanki soku z cytryny albo octu, że jak weźmiemy gorący prysznic, to wytrzeźwiejemy itd.

Dużo popularnych nieprawd.

Tak, i one sprawiają, że mylimy dobre samopoczucie osoby po alkoholu z tym, że jest już trzeźwa. A dobre samopoczucie w żadnym wypadku nie oznacza, że pijący już wytrzeźwiał! Nawet jeśli weźmiemy pięć pryszniców, wypijemy litr soku z cytryny czy dwa litry octu, rozcieńczymy wszystko kawą, to i tak proces spalania alkoholu w wątrobie będzie odbywać się w swym naturalnym tempie. Tego nie da się zmienić. Zbyt często żyjemy w zakłamaniu i w sposób życzeniowy patrzymy na samych siebie.

Takie myślenie może doprowadzić do tragedii?

Nasuwa mi się historia mężczyzny, który odbywał karę więzienia  w Białołęce. Dostał wyrok dziewięciu lat pozbawienia wolności za śmiertelne potrącenie babci z dwójką dzieci na przejściu dla pieszych. Inżynier budownictwa, przedsiębiorca budowlany. Pił z kolegą od godziny ósmej wieczorem do drugiej w nocy. Wypili butelkę koniaku i jeszcze po dwa piwa. Potem mężczyzna się przespał. Gdy wstał, wydawało mu się, że jest trzeźwy, i o dziewiątej rano wsiadł za kierownicę. Niestety doszło do tragedii i okazało się, że mężczyzna miał jeszcze powyżej pół promila alkoholu we krwi.

Ten człowiek mówił, kiedy odwiedziłem go w więzieniu: „Ja w końcu wyjdę, wyjdę po tych kilku latach na wolność, ale pewnych rzeczy już nie zmienię – tego, że rozpadło mi się małżeństwo, tego, że firmy już nie ma, a najważniejsze: że nie będę w stanie wrócić życia tym, którym to życie zabrałem. A zabrałem to życie, będąc przekonanym, że jestem trzeźwy”.

Jedna zła decyzja może wszystko zniszczyć.

Najbardziej przerażające jest to, że ten człowiek nigdy nie usiadłby za kierownicą po siedmiu godzinach, gdyby nie był przekonany, że jest trzeźwy. Przespał siedem godzin, czuł się dobrze, a więc wydawało mu się, że jest trzeźwy. Do tragedii doprowadził po prostu brak wiedzy, a nie arogancja czy zła wola.

Czy na kursach nauki jazdy mówi się o działaniu alkoholu ?

Mówi się zdecydowanie za mało. Czego dowiadujemy się na takich kursach? Że popełniamy wykroczenie, gdy mamy we krwi między  0,2 a 0,5 promila alkoholu we krwi, a przestępstwo – gdy jest powyżej 0,5. Wiemy też, co grozi za jedno, a co za drugie. I to wszystko.
O tych sprawach powinno się mówić nie tylko w czasie kursu nauki jazdy, ale już w gimnazjum czy liceum. To jest elementarna wiedza, która pozwala nam bezpiecznej funkcjonować, która nas chroni i sprawia, że nasze decyzje są bardziej racjonalne i bardziej odpowiedzialne.

Czy tolerancja dla pijanych kierowców wynika także z  przyzwolenia społecznego  na jazdę po alkoholu?

To raczej brak świadomości. Gdy ludzie dowiadują się, jak głębokie zmiany może wywołać alkohol w funkcjonowaniu człowieka, jak długo trzeba odczekać, żeby alkohol został w pełni usunięty z organizmu, momentalnie kończy się nasza tolerancja dla osób nietrzeźwych, które chcą prowadzić samochód.

Obecnie nie jest niczym niezwykłym, że kobieta zdominowana w domu przez męża nie protestuje, gdy mąż wypije trochę alkoholu i zechce prowadzić. Czy kobieta zabierze mu kluczyki? Nie, będzie się bała reakcji: „Co ty, głupia babo, mało razy ze mną jechałaś, jak wypiłem jedno piwo?”. Jeśli żona ma małą wiedzę o działaniu alkoholu, to przyzna mu w duchu rację: „No tak, tyle razy przecież jechał i nic się nie stało”. To nic innego jak liczenie na cud.

Jeśli natomiast kobieta jest świadoma konsekwencji, jakie niesie za sobą jazda po alkoholu, to nawet gdy bywa terroryzowana przez męża, łatwiej jej będzie zaprotestować czy nawet wyrwać kluczyki z ręki i powiedzieć: „Nie, weźmiemy taksówkę. Nie będziemy ryzykowali tego, że twoja jedna decyzja może przekreślić nasze całe życie”.

Ingerencja w zachowanie osoby będącej pod wpływem alkoholu rodzi taki efekt jak kamień rzucony w wodę, który wywołuje fale zataczające coraz to większe kręgi. Jeśli zaczniemy postępować w odpowiedzialny sposób, inni to dostrzegą i też będą reagować podobnie. Nie jest to wcale takie trudne. Zawsze jest ktoś, kto może powiedzieć: „Stop!”.